Po co mi na jachcie telefon?
Wszyscy przyzwyczailiśmy się, że telefon jest istotną częścią naszego bezpieczeństwa - w każdej chwili możemy zadzwonić po pomoc drogową, pogotowie czy choćby po przyjaciół. Na wodzie jednak nie zawsze możemy liczyć na łączność, a także na możliwość obsługi telefonu.
Podstawowym ograniczeniem w żeglarstwie morskim jest zasięg. Z zasady działania systemu GSM - z powodu tzw. szczeliny czasowej, zasięg może wynieść około 35 km od nadajnika. I choćbyśmy instalowali anteny, wzmacniacze i dopały - nie da się więcej. Teoretycznie mogą istnieć nadajniki mające zwielokrotnioną szczelinę czasową, jednak w praktyce nigdzie nie występują. Zatem 18 mil od brzegi i koniec, o ile tylko antena GSM (brzegowa) umieszczona jest wysoko. Problemy z łącznością zaczną się już jednak znacznie bliżej, ok. 5-10 mil. Łatwiej będą przechodzić SMSy, głos gorzej, a o internecie zapomnijmy.
Drugim ograniczeniem jest system ratowniczy - morskie ratownictwo nie jest dostosowane do współpracy z telefonią GSM. Teoretycznie można uzyskać np. położenie dzwoniącego telefonu, praktycznie - służby z tej możliwości nie korzystają. Do wzywania pomocy należy mieć środki przewidziane przez GMDSS - radio VHF z DSC, radioboję EPIRB itd. Nawet na śródlądziu zadzwonimy na 112 - czyli do osoby niewyspecjalizowanej w akcjach na wodzie, zanim zostaniemy przełączeni do kogoś, kto może pomóc - minie czas. Pewnym rozwiązaniem jest bezpośredni numer do WOPR - działa on oczywiście tylko w Polsce. Za granicą dochodzi bariera językowa.

Kolejnym ograniczeniem jest konstrukcja telefonu. Nie są standardem telefony wodoodporne (a dziwne, dobrze mi się słucha newsów pod prysznicem). Telefon, na który chcemy liczyć, musiałby być wodoodporny, uderzenioodporny (połamałem kiedyś telefon wciągając się z wody na deskę windsurfingową), o dużej baterii, która nie zawiedzie nas znienacka. Wodoszczelne pokrowce są tylko półśrodkiem, większość ekranów telefonów nie działa przez folię. Problemem jest obsługa mokrego ekranu, a także brak możliwości umocowania telefonu do "smyczy" - duże ryzyko, że wyślizgnie się z ręki i poleci za burtę.
Nie wdając się w szczegóły (to może znajdzie się w osobnym artykule) - "zwykły" telefon na wodzie nie spełni swojej roli. Sam zakupiłem chiński Oukitel WP2 - telefon pancerny, wodoodporny do 1,5 metra (tak, wrzuciłem go do wody, by zrobić zdjęcie), odporny na uderzenia, przejechanie czołgiem (no, nie próbowałem, ale nadepnąć - bez problemu) i z baterią 10 000 mAh, wystarczającą na 4-5 dni oszczędnej pracy (czyli gwarancja, że w czasie wachty się nie wyładuje). Nie wiem, czy polecać, jest ogromny, ciężki i ma słaby aparat, co mi akurat doskwiera. Czego Wy używacie? Zapraszam na profil facebookowy i do komentowania.

Czego zatem używam (poza dzwonieniem, czytaniem SMSów czy poczty)? Pierwszą aplikacją jest Navionics Europe HD. Dostępna na Androida i IOS, doskonała aplikacja z morskimi mapami elektronicznymi. Zestawy map (np. cała Europa bez Danii i UK) są tanie - roczna subskrypcja rzędu 45 euro. Obsługa łatwa, a telefon wyposażony w taką aplikację nadaje się jako "podręczne urządzenie sprawdzające" - gdy chartplotter lub GPS jest w kabinie, sternik zasłania przyrządy, warto mieć coś, co szybko zweryfikuje, czy jesteśmy tam, gdzie wierzymy, że jesteśmy. No i nawet w razie awarii całej elektroniki mam urządzenie niezależne, i to działające (ta ogromna bateria) parę dni.

Kolejną przydatną aplikacją jest Pocket Grib - program do ściągania i czytania plików GRIB, cyfrowych plików z danymi pogodowymi. Przed wyjściem z portu ściągam GRIBa na dany obszar i na parę dni mam w miarę szczegółową i sprawdzalną prognozę (temat GRIBów, ich sprawdzalności itd. - to znów na osobny artykuł). Aplikacja kosztowała kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych jednorazowo. Używam też darmowej wersji Windguru oraz Windfindera.

Anchor Watch to prosta aplikacja pokazująca, czy odsuwamy się od zaznaczonego punktu i włączająca alarm. Wachta kotwiczna wachtą kotwiczną (zdarzało się zastać śpiącą, a nawet raz - o zgrozo - pijaną!!!), a dodatkowy budzik pozwala się w nocy chwilę zdrzemnąć.

GNSS viewer to kolejna prosta aplikacja robiąca to, czego nie robi oprogramowanie telefonu: podające fi i lambda naszej pozycji. Wbrew obrazkowi - można skonfigurować na wartości morskie, gdzie będzie pozycja pokazywana w stopniach, minutach i dziesiętnych częściach minuty, czyli taka, którą posługujemy się na mapie lub - odpukać - w rozmowie z ratownikami.
Używałem również aplikacji pokazującej tarczę kompasu elektronicznego, ale żaden z posiadanych przeze mnie telefonów nie potrafił - mimo procedury dewiacji/kalibracji - wskazać kierunku dokładniej, niż 20-30 stopni.

I na koniec, nie wiem, czy nie najważniejsza z tych aplikacji - Fine Chromatic Tuner. Nic nie uprzykrza rejsu gorzej, niż źle nastrojona gitara.
Zwrócę uwagę, że żadna z tych aplikacji nie jest "jedynym rozwiązaniem" na jachcie. Nawigację prowadzić należy na papierze plus chartplotterze, prognozę pogody regularnie odbierać na radiu, no i tylko na brak muzycznego słuchu nie znaleziono właściwego rozwiązania.
Używacie jakiejś jeszcze aplikacji? Jakiej?